Czakram... na Wawelu (cz. II)

"Methinks, I see... Where? In my mind's eyes. "
(Zdaje mi się, że widzę... Gdzie? Przed oczyma duszy mojej)
Szekspir

Czymże ma być ów legendarny wawelski czakram? Z dostępnych źródeł wynika, że gdzieś w pobliżu kościoła św. Gereona, między zamkiem i katedrą, od dwóch tysięcy lat spoczywa niezwykły przedmiot, klejnot lub kamień szlachetny, który ma olbrzymią moc fizyczną i duchową. Podobno zakopał go tutaj ok. 90 roku, a więc jeszcze przed przyjęciem chrześcijaństwa przez naszych praojców, wędrowny filozof, prorok i jasnowidz Apoloniusz, pochodzący z Tiany w Kapadocji. Wybrał to miejsce właśnie, bo okolica była już zasiedlona, zaś na wzgórzu być może znajdował się pogański ośrodek kultowy, a w takich miejscach amulety przechowywano z najwyższą czcią. Podobno Apoloniusz potrafił obdarzać przedmioty właściwościami nadprzyrodzonymi i ponadczasowymi. Dlatego zachowały one uśpioną energię przez wieki. Pozostawił takich przedmiotów siedem, we wspomnianych wcześniej siedmiu punktach na Ziemi. Utworzył w ten sposób siedem świętych miejsc związanych z ciałami niebieskimi. Są to czakramy Ziemi. Ich moc musi być pobudzona na przykład przez ludzi, którzy potrafią dopasować się do wysokich wibracji astralnych. Taką wibrację odczuwają na przykład adepci okultyzmu z Indii. Natomiast według hinduskich wierzeń, przed wiekami przywędrował z Indii na Wawel jeden ze świętych "riszi" wielkich nauczycieli. To właśnie riszi spisać mieli święte księgi Wedy. Słowo "weda" oznacza w sanskrycie wiedzę lub objawienie. Zatem riszi uważać możemy za odpowiedników autorów Biblii. Hinduscy nauczyciele szukali w swoich wędrówkach wzgórz ponad wodami. A taka jest właśnie etymologia nazwy Wawel. W czasach nam współczesnych, pomiarami udowodniono, że to szczególne miejsce na Wawelu promieniuje energią i wytwarza ujemną jonizację, która wpływa na ogólne odprężenie organizmu. Wyczuwają to bioenergoterapeuci, a schorowani ludzie do niedawna godzinami stali przytuleni do murów katedry. Istnienie tutaj epicentrum wawelskiej radiacji potwierdzili radiesteci. Być może źródłem energii są liczne cieki wodne przebiegające pod wzgórzem, a także specyficzne położenie Wawelu na styku dwóch płaszczyzn skalnych i związany z tym ruch skał mogący wytwarzać prądy elektryczne. Dzisiaj gruby sznur przecina wszystkie domysły i odgradza ludzi, nawet od cząstki ułudy.

O dziwnych wydarzeniach na Wawelu wspominał m.in. słynny franciszkanin, ojciec Andrzej Czesław Klimuszko. W 1985 r. napisał: "Hinduski profesor podczas zwiedzania Królewskiego Zamku na Wawelu, gdy opuścił komnaty zamkowe i znalazł się w kącie dziedzińca, prosił towarzyszących mu polskich uczonych, ażeby go zostawili na 15 minut zupełnie samego. Stał przez ten czas nieruchomo, skupiony i odwrócony twarzą ku wschodowi. Gdy dołączył do grupy polskich profesorów został przez nich zasypany gradem pytań. Profesor odrzekł tylko tyle, że nurtowała go od dawna pewna sprawa i sądził, że właśnie tutaj będzie mógł ją rozwiązać. Na pytanie, czy znalazł rozstrzygnięcie, Hindus tylko lekko się uśmiechnął i nic nie odpowiedział. Wydaje się, że hinduskiemu profesorowi chodziło o czakram ziemski."

Niezwykłej mocy tego miejsca doświadczyli niektórzy pracownicy Wawelu. Jeden z nich, Piotr Kucia na łamach książki Michała Rożka "Kraków, czyli siódmy czakram Ziemi" stwierdził m.in.: "By odczuć zbawienny wpływ tego promieniowania, trzeba stanąć w odpowiednim miejscu i poddać się przepływowi energii minimum przez 20 minut. Sam wielokrotnie próbowałem, zawsze czułem w palcach przenikające mrowie." Jest ono ponoć odczuwalne nie tylko w krypcie, ale także na zewnątrz, przy murze.

Teraz kiedy sława czakramu sięgnęła zenitu, dyrektor Zamku prof. Jan Ostrowski chce rozprawić się z legendą ostatecznie. Zdaniem dr. Bartłomieja Dobroczyńskiego z UJ, psychologa i znawcy ruchów religijnych, decyzja władz Wawelu nie może budzić jedynie politowania. "Święty kamień to najprawdopodobniej jedynie zakopany pod ziemią meteoryt - zauważa naukowiec. - Jak mała jednak musi być wiara ludzi, którzy obawiają się meteorytu, jak wielka ich małoduszność, skoro nie są w stanie tolerować czegoś, co wykracza poza ich własny system wierzeń. Myślę, że dla odwiedzających Kraków turystów, w tym także Hindusów, którzy z założenia otwarci są na wszelkie święte miejsca, ogrodzenie czakramu będzie równie niezrozumiałe, jak - zachowując wszelkie proporcje - zniszczenie posągów Buddy przez talibów w Afganistanie".

Mottem do tego tekstu, jest cytat z Szekspira z Mickiewiczowskiej "Romantyczności". Pamiętamy, jak brzmią ostatnie strofy tej pięknej ballady:

Dziewczyna czuje - odpowiadam skromnie -
A gawiedź wierzy głęboko;
Czucie i wiara silniej mówi do mnie
Niż mędrca szkiełko i oko.
Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu,
Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce;
Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!
Miej serce i patrzaj w serce!

Prof. Rożek mówi: "Z mitem się nie polemizuje, mit się opowiada."

Potwierdzeniem niech będzie na przykład fakt, że legenda o przerwanym nagle hejnale z wieży mariackiej powstała nie w czasach tatarskich najazdów na Polskę, lecz... w 1928 roku. Wymyśliła ją naprędce Aniela Pruszyńska, kiedy chciała jakoś wyjaśnić swemu amerykańskiemu przyjacielowi Ericowi P. Kelly'emu przyczynę nagłego urywania melodii przez hejnalistę. Amerykanin przybył pod Wawel z misją amerykańskiej pomocy po I wojnie światowej. W 1928 r. zafascynowany urokiem starego Krakowa, opublikował książkę o mieszczanach, tajemniczych alchemikach, żakach i uczonych. Tam właśnie po raz pierwszy pojawił się mit o złotej trąbce. I nikt tego nie prostuje, nikt nie każe strażakowi grać hejnału inaczej i do końca. Równie znana legenda, ta o Lajkoniku, też ukształtowała się dopiero w XIX w., bo konik zwierzyniecki nie miał nic wspólnego z Tatarami. A przecież legenda o czakramie jest dużo starsza. Tak stara, jak choćby legenda o smoku wawelskim.

Dyrektor Wawelu w istnienie czakramu nie wierzy. Ma do tego prawo. Ale stworzył swoimi decyzjami swoisty precedens. - "To chyba pierwszy w historii przypadek, by ktoś walczył z legendą, z fantastycznym mitem, który sprawia, że ludziom świat wydaje się bardziej kolorowy", zauważył krakowski radny Andrzej Wysocki na łamach tygodnika "Polityka". "Kiedy ludziom jest źle, zawsze znajdują jakieś "święte" kamienie, które dają im energię życiową" - konstatuje prof. Michał Rożek, historyk sztuki i kultury, wybitny znawca tajemnic Krakowa i autor wielu cracovianów. Ja osobiście też wiele razy stałem pod ścianą krakowskiej katedry na Wawelu. Wierzcie lub nie, ale zawsze odczuwałem "dziwne mrowienie". Kto zaprzeczy...?

Józef Rusinek

W następnym numerze szukać będziemy śladów niewyjaśnionej do końca tajemnicy przywiezionej do Polski z Ameryki Południowej. Na zamku w Niedzicy, koło Czorsztyna będziemy szukać śladów skarbu i testamentu Inków. Legenda o poszukiwanym od wieków skarbie Inków jest tam ciągle żywa.

/jr/


Kontakt z redakcją
Strona główna
Przygotowane przez OPAL PG