Po prostu dziękujemy!

Andriej Sidorenko - trener instytucja. Szkoleniowiec, który złotymi zgłoskami na trwale zapisał się w annałach oświęcimskiego hokeja. Człowiek, który trzy razy z rzędu doprowadził oświęcimian do tytułu mistrza Polski. Trener, który natchnął hokeistów Dwory S.A. Unia wiarą, że można przerwać trwającą kilka lat finałową serię zwycięstw nowotarskich "Szarotek".

 

Trener oświęcimskich hokeistów Andriej Sidorenko
Fot. R Kozłowski

Pierwsze podejście nie zaowocowało jeszcze pełnym sukcesem, ale ostatnie trzy lata należały bezsprzecznie do jego podopiecznych. To w dużej mierze dzięki niemu Oświęcim stał się prawdziwą stolicą polskiego hokeja. Nawet ci, którzy początkowo z rezerwą odnosili się do jego metod szkoleniowych, wobec oczywistych sukcesów, jakie osiągnął z zespołem, musieli przyznać, że wszelakich splendorów nie da się osiągnąć bez ciężkiej, systematycznej i rzetelnej pracy zarówno w trakcie sezonu jak i w okresie przygotowawczym. Tę oczywistą prawdę starał się wpoić swoim podopiecznym trener Andriej Sidorenko. To on nauczył oświęcimian trudnej sztuki zwyciężania oraz przełamywania własnych słabości. Drużyna grając nawet słabiej, potrafiła wygrywać mecze. Metody treningowe trenera Sidorenki z każdym rokiem przynosiły stały progres formy jego zawodników. Apogeum tego procesu mogliśmy zaobserwować w zakończonym w maju sezonie 1999/2000, w którym to drużyna Dwory S.A. Unia, zdobywając trzeci raz z rzędu mistrzowski tytuł, dominowała w Polskiej Lidze Hokejowej w sposób dawno nie oglądany na krajowych lodowiskach. 17-punktowa przewaga nad drugim zespołem po rundzie zasadniczej jest tego najlepszym przykładem. To między innymi z nazwiskiem Andrieja Sidorenki kibice kojarzą i w przyszłości zapewne będą kojarzyć, okres prosperity oświęcimskiego hokeja.

Wiadomo, że na wyniki zespołu składa się wiele czynników, ale zasługi tego szkoleniowca są niepodważalne. Można powiedzieć w terminologii sportowej, że jego pojawienie się w Oświęcimiu było jednym z lepszych pociągnięć zarówno działaczy jak i włodarzy klubu. Cztery lata pracy z zespołem. Trzy tytuły mistrzowskie, jeden wicemistrzowski. Cóż można więcej chcieć od trenera?

Jeśli o ocenie pracy szkoleniowca decydują osiągnięte przez niego wyniki, to można rzec, że Andriej Sidorenko był trenerem o dużej wenie twórczej. Jego nieprzeciętne umiejętności zostały dostrzeżone poza granicami naszego kraju. Oferta z Metallurga Nowokuznieck stała się dla niego nowym wyzwaniem. Włodarze trzeciego zespołu rosyjskiej ekstraklasy uznali, że jest to trener, który może poprowadzić drużynę Metallurga do najwyższych laurów w tamtejszej lidze.

24 maja trener Andriej Sidorenko po czteroletnim okresie pracy w Unii opuścił Oświęcim. Tuż przed wyjazdem zgodził się na rozmowę i podzielenie się swoimi uwagami z czytelnikami "Chemika".

- Urodziłem się 22.07.1959 roku w Czelabińsku (Rosja). Jestem żonaty (Katarina). Mamy dwójkę dzieci: 19-letniego syna Maksima - studenta ekonomii, jednocześnie zawodnika klubu hokejowego Legion Mińsk oraz 12-letnią córkę o imieniu Olesja. Okres mojej hokejowej kariery zawodniczej przypada na lata 1976-1987. Wtedy to byłem obrońcą klubu Traktor Czelabińsk, z dwuletnią przerwą na występy w Dynamie Moskwa. Jednym z moich największych osiągnięć było zdobycie w 1979 roku z drużyną Związku Radzieckiego tytułu mistrza świata juniorów na turnieju rozgrywanym w Szwecji. Moją karierę sportową przerwała kontuzja. Postanowiłem nie zrywać związku z hokejem i zostać trenerem w tej dyscyplinie sportu. Na początku lat dziewięćdziesiątych byłem szkoleniowcem drużyny z Nowopołocka, a następnie Dynama Mińsk. Później przyszedł okres pracy z reprezentacją Białorusi. Po znanych perturbacjach zrezygnowano z moich usług i przed sezonem 1996/97 otrzymałem ofertę pracy w Unii. Nie zastanawiałem się zbyt długo i z perspektywy czasu muszę przyznać, że był to trafny wybór. W Oświęcimiu stworzono mi bowiem bardzo dobre warunki do pracy. Mogłem więc w spokoju budować drużynę zdolną sięgać po najwyższe cele.

Moment, który zadecydował o przełamaniu dominacji Podhala? Myślę, że pierwszy tytuł w sezonie 1997/98 był takim decydującym momentem. Drużyna po wygraniu ostatniego finałowego spotkania 1-0 uwierzyła, że i z Podhalem można zwyciężać. Później było już łatwiej. Za najbardziej zaś udany uważam miniony sezon, kiedy to osiągnęliśmy nad rywalami dużą przewagę. Można powiedzieć, że cały zespół spisał się w ostatnim sezonie bardzo dobrze. Chciałem wszystkim pogratulować takiej postawy. Jeśli bym miał kogoś szczególnie wyróżnić, to wskazałbym Tomasza Piątka, Mariusza Wojciechowskiego, Roberta Kwiatkowskiego, Sebastiana Gonerę. Zawodników, którzy podczas mojego pobytu w Oświęcimiu zrobili bodaj największy postęp. Nie można również zapominać o doświadczonym Mariuszu Puzio, zawodniku o dużym potencjale możliwości, jak również o innych graczach, którzy na miarę swoich możliwości przyczynili się do kolejnych tytułów mistrzowskich. Z zawodników zagranicznych chciałbym pochwalić Jurija Karatajewa, który jest nie tylko dobrym, ale i niezwykle pracowitym zawodnikiem. Ponadto w trudnych momentach potrafi poderwać zespół, jak również stworzyć w drużynie dobrą atmosferę.

Czy mogłem osiągnąć w Polsce więcej?

Owszem. W ubiegłym roku byłem jednym z kandydatów na trenera polskiej reprezentacji. Wśród działaczy PZHL zwyciężyła jednak inna koncepcja i trenerem został Wiktor Pysz. Chciałem jednocześnie zdementować pogłoski, że chodziło jakoby o kwestie finansowe. Co do tego aspektu, to nie było między nami jakiejś rozbieżności. Po prostu zwyciężyła inna opcja i musiałem się z tym pogodzić.

Jeśli chodzi o moje wzorce trenerskie, to muszę stwierdzić, że osobiście znam wielu znakomitych trenerów. Trudno jednak powiedzieć, abym się na którymś wzorował. Od każdego z nich staram się czegoś nauczyć. Co się tyczy zawodników, to nie będę oryginalny. Bardzo dobrymi hokeistami są grający w NHL bramkarz Dominik Haszek oraz napastnik Jaromir Jagr. Hokeistą o dużym potencjale możliwości jest również Pavel Bure. I nic w mojej ocenie nie zmieni słaba postawa Rosjan w tegorocznych mistrzostwach świata. Po prostu u gospodarzy dało się zauważyć pewnego rodzaju niedociągnięcia organizacyjne, które w końcowym rozrachunku rzutowały na jakość gry i uzyskany wynik.

Na jaki okres podpisałem umowę z Metallurgiem i czy jest możliwy mój powrót do Oświęcimia?

Co do mojej pracy w Nowokuzniecku, to będzie to rok, z ewentualnym przedłużeniem na następny rok lub trzy lata. Wszystko okaże się w najbliższym czasie. Co zaś się tyczy mojego ewentualnego powrotu do Oświęcimia, to nie wykluczam w przyszłości takiej możliwości. nie zależy to jednak tylko ode mnie.

Na zakończenie, korzystając z okazji, chciałem bardzo podziękować wszystkim, którzy także w trudnych dla mnie chwilach wspierali mnie w mojej pracy, a więc: dyrektorowi generalnemu Firmy Chemicznej Dwory S.A., panu Zdzisławowi Ingielewiczowi oraz pozostałemu kierownictwu firmy, prezesowi Kazimierzowi Woźnickiemu, jak również innym działaczom, mojemu współpracownikowi, trenerowi Stefanowi Syryńskiemu, zawodnikom, kibicom, którzy po ostatnim finałowym meczu skandowali moje nazwisko, wszystkim nie wymienionym tutaj z nazwiska, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do sukcesów prowadzonego przeze mnie zespołu. Naprawdę, żal mi jest opuszczać drużynę oraz miasto, z którym się już zżyłem.

Myślę, że będę wyrazicielem opinii dużej rzeszy oświęcimskich kibiców, gdy trenerowi Andriejowi Sidorence, na zakończenie rozmowy oraz jego pracy z drużyną Dwory S.A. Unia, powiem jedno słowo: Dziękujemy!

TROF


Kontakt z redakcją
Strona główna
Przygotowane przez OPAL PG